Zamach na Sijbrandsa!

334

 Przez lata wszyscy byliśmy przyzwyczajeni, że rekordowe osiągnięcia w grze na ślepo to teren zastrzeżony dla Tona Sijbrandsa. Od 1982 roku do 2007 go podejmował się tego wyczynu dziewięciokrotnie doprowadzając rekord do 25 warcabnic.
I oto w 2007 roku w Delft pojawił się na tej scenie Erno Prosman. Erno poprawił wynik legendy warcabów o dwie warcabnice osiągając 70% punktów co jest minimum by rekord był uznany (Sijbrands w 2007 osiągnął 92%). Na odpowiedź czekaliśmy rok.

W 2009 roku w Amsterdamie Sijbrands poprawił osiągnięcie swojego młodszego o 28 lat kolegi. Mijają dwa lata i … Erno znów wraca do gry! W piątkę w Goudzie rozpoczyna się kolejna próba. Tym razem może paść kolejna granica – przeciwników będzie równo 30. Jednym z nich będzie Jacek Pawlicki.

Zapraszam na strony tego wydarzenia:

 

A w międzyczasie, zainteresowanych zapraszam do przeczytania moich wspomnień z symultany z 2009 roku.

 

Cześć Edward!
(Wspomnienie z udziału w biciu przez Tona Sijbrandsa rekordu świata w grze na ślepo (28 warcabnic). Wspomnienie napisałem w formie listu do Edwarda Burzyńskiego który udzielił mi kilku wskazówek jak mam grać by… nie przegrać bardzo szybko.)

Mówiąc szczerze nie spodziewałem się, że zagra 1.32-27 ?!!!
Przeglądałem partie które grał na ślepo i wiedziałem że grywa wszystko ale jakoś tak wewnętrznie czułem, że ze mną zagra 3127 lub 3329 …. ale jakie to w końcu ma znaczenie ….
Partie pewnie widziałeś… przeoczył kombinację. Co prawda widziałem motyw ale widziałem go INACZEJ … po 35 godzinach widziałem wariant z 2721, on bije na damkę i wówczas 2822. W moich obliczeniach wariant dla niego nie opłacalny, ale co gorsza wariantu tego na desce nie było (czarne biją 26×39) …. o tyle fajnie że przeoczył, bo mogłem być przy tym do końca. Po mnie były już tylko dwie partie, które skończyły się po 2-3 minutach i zakończyło się całe wydarzenie.

Widzieć to na własne oczy to coś niesamowitego. Skąd on ma tyle siły?! Praktycznie nie spał, robił przerwy maksimum 10-15 minut i to wszystko.
Ja przyjechałem do Holandii już w środę i zanim pojechałem do Bollebakkera do Hilversum najpierw prosto z Schiphol pojechałem autobusem na stadion olimpijski. Jak widzisz przygotowania były poważne ;) Niczym kierowca rajdowy przyjechałem zobaczyć tor wyścigowy wcześniej.
Na stadionie miałem być 8.3o we czwartek. Wstałem 6.oo. Przy moim charakterze, no i randze wydarzenia, nie mogłem sobie pozwolić na spóźnienie. Zwykle jak coś ma być o ósmej to ja tam jestem 7.3o najpóźniej ;) Dlatego skoro od Tona (Bollebakera) jest na dworzec kolejowy aż 12 minut piechotą musiałem o szóstej być na nogach.

Tym samym pociągiem miał jechać Cees Strooper z tego samego klubu co obaj Tonowie (pamiętasz – grał w naszym meczu ADG – Admirał, kilka lat temu). Z pociągu biegiem do tramwaju i jesteśmy na miejscu…. na razie prawie wszyscy byli mi obcy. Z innych grających praktycznie nikogo nie znałem… ale po ponad 40 godzinach spędzonych razem staliśmy się naprawdę dosyć zgraną już grupą kolegów skupionych na podziwie dla tego samego faceta, przejętych swoimi partiami potwornie zmęczeni i … z godziny na godzinę co raz mniej świeży … :) Widać było kto już w czymś takim uczestniczył (było takich chyba dwóch z grających no i sędzia – Frank Teer) – ci przyjechali z ręcznikami, maszynkami do golenia, wielu miało ze sobą śpiwory (był specjalny pokój w którym położone były na podłodze materace). Ja na szczęście miałem za sobą cały swój bagaż (raptem plecaczek) a dodatkowe koszulki i bielizna naprawdę się przydały. W części dla nas była jedna duża toaleta dla niepełnosprawnych i ją wielu wykorzystywało do solidniejszej higieny …. nie trudno jednak sobie wyobrazić że w sobotę nad ranem nie wyglądaliśmy tak samo jak we czwartek rano :)

Ale na razie jest czwartek.
Wszystko odbywa się w eleganckich pomieszczeniach pod trybunami stadionu olimpijskiego. Przyjechali goście, można zaczynać. Gościem głównym była Erika Terpstra, szefowa holenderskiego Komitetu Olimpijskiego. Widziałeś ją na pewno nie raz – otwierała ME w 2002 roku. Solidna kobitka, sama była kiedyś pływaczką i startowała w igrzyskach olimpijskich. Otwarcie było dla nas dość krótkie ale co najciekawsze było mnóstwo mediów! Tylu kamer i mikrofonów nie widziałem w Holandii nawet w czasie MŚ czy ME!!! To też potwierdzało się i później, z tego co mi mówiono w czasie całego wydarzenia we wszystkich głównych programach informacyjnych były informacje wcześniej. Ton był też gościem największej stacji TV “NOS” i była z nim 10 minutowa rozmowa w programie który ponoć jest bardzo popularny w Holandii. A propo tego programu … nagrał mi go Ton Bollebakker i mogłem go sobie obejrzeć. Wszystko fajnie i sympatycznie, prowadzący pytał go m.in. o to czy nie boi się że zaśnie … Ton mówił że tego się nie boi bo przy czymś takim adrenalina jest na takim poziomie że nie czuje braku snu. Ale na pytanie czego się obawia przed tym wydarzeniem powiedział ,że obawia się jedynie że zbyt wiele partii zremisuje a do rekordu potrzebuje przecież 40 punków. Bardzo pomysłowa była dekoracja w studio … wokół jego głowy powieszone były artystycznie wykonane warcabnice … oczywiście 28, czyli tyle ile partii w tej symultanie. Nie wiem która z nich to byłem ja :) Natomiast w tle za Tonem była widoczna duża warcabnica pokazana pod kątem z ustawionymi na niej pionkami … była to plansza 8 na 8 !!!!! SKANDAL !!! Nawet w Holandii. Cees Stooper który też był w tym programie powiedział mi że tego w studio nie było widać (to się chyba w TV nazywa blue-box) widzieli to tylko telewidzowie, bo jak mówił, Ton jest czuły na takie sprawy i na pewno by skomentował. Ot dożyliśmy czasów … :( Dla mnie to przejaw tak zwanej globalizacji … pewnie w tej TV za jedną dekorację był odpowiedzialny holender (te wiszące były 10×10) a za bluebox realizator, który albo był z USA a może po prostu razem z amerykańskimi komputerami do studia był gotowy zestaw obrazków a w tym TAKA OHYDA !!!

Wracamy.
Goście i Ton zostali na otwarciu, które było w salce na której cały czas Auke Scholma komentował partie i wszystko co się działo. Zawodników zabrano zatem na górę. Poprowadził nas Frank. Wyjaśnił reguły i pokazał przeznaczone dla nas pomieszczenia. Oprócz sali w której były warcabnice (nie wiedziałem nawet że pokazywano i tą salę w internecie ! Uczesał bym się ;) ) sąsiedni pokój był na posiłki. Oj było co pojeść ! Trzeba przyznać że dbali o nas. Cały czas herbata, kawa, różne przekąski, napoje, soki, owoce, nawet kostki lodu do soków, batoniki, pod wieczór, czyli w ich porach obiadowych również coś na ciepło i to w dosyć sporym wyborze. Nawet w nocy co jakiś czas przychodził ktoś z obsługi przynosił świeże napoje, sprzątał … Pełna obsługa. Czas trwania imprezy troszkę (?) wszystkich zaskoczył. W piątek wieczorem brakowało jedzenia i trzeba było szybko jeszcze zamówić dodatkowe z firmy kateringowej by w nocy nie zabrakło. Tego na zewnątrz nikt nie widział ja po prostu byłem na tyle wścibski i wszystkiego ciekaw że zagadywałem wszystkich o wszystko :)
Zwiedzamy dalej nasze pomieszczenia. Kolejny pokoik to ‘relax-rumtie’ czyli pokój do odpoczynku – na podłodze kilkanaście materacy na których można było się przespać. Mój nerwowy charakter pozwolił mi jedynie na góra 30 minut snu i to raz w dzień. Co ciekawe najwięcej spali najmłodsi… Akker i jego kolega spali z przerwami na swoje posunięcia niemal całą noc. Z tym snem to było tak – można było spać ale trzeba było zrobić ruch w momencie gdy sędzia podchodził na twojej deski. Ruch można było też zapisać i zapis odwrócić w stronę sędziego. Ja jednak bałem się że nikt mnie nie obudzi. W przyszłości, jeśli dane mi będzie w czymś takim uczestniczyć to zdecydowanie zabiorę ze sobą minutnik i budzik. Komórek nie można było mieć ze sobą – musieliśmy oddać sędziom na przechowanie. Gdy czas trwania całej imprezy zaczynał się dłużyć, można było zadzwonić w obecności sędziego.
Zwiedzamy obiekty dalej. Za drzwiami lekka przestrzeń otwarta z wyjściem na taką małą galeryjkę na trybunach. Dojścia tam nie miał nikt z zewnątrz a zbierali się tam głównie palacze. Warto było też wyjść pooddychać świeżym powietrzem (jak akurat nikt nie palił). Można było popatrzeć co się dzieje na stadionie. Już rano przy sztucznym świetle koszenie trawki ale i już jacyś ludzie coś tam ćwiczą. W ciągu dnia niemal bez przerwy ruch. Różne grupki młodzieży, wcale nie koniecznie wyczynowi sportowcy (szkolne zajęcia?), jakieś zawody dla starszych co nieco (zakładowe spartakiady?) również jacyś wyczynowcy. Życie na stadionie toczy się gdzieś tak do 22giej. Z tej pozycji obejrzałem sobie ten stadion dosyć dobrze przez te bez mała 2 dni :)
Pokazałem już nasze małe więzienie (ktoś nawet zażartował na początku, że odprowadzono nas w zamknięte pomieszczenia jak kardynałów na konklawe które ma wybrać nowego papieża).

Wracamy do partii.
Po wyjaśnieniach etc. wszyscy usiedli przy swoich warcabnicach. Przyszedł Ton razem z Ebo de Jongiem (główny organizator) i Ericą Terpstrą. Osobiście przywitał się przed partią z każdym z osobna życzył przyjemnej gry i … poszedł do swojej samotni. Przez pierwsze dwie rundy było nie tylko sporo gości przy nas ale i kilka stacji TV i stacji radiowych na gorąco rozmawiali z zawodnikami.
Technicznie symultana wyglądała w sposób następujący: Ton miał przed sobą listę z warcabnicami i wywoływał je po kolei, na przykład “bord namber ejn und tvitah” i w tym momencie zawodnik robił ruch a sędzia go podawał (na przykład achtundtvintah slaht nah neihentiin – dwadzieścia osiem bije na dziewiętnaście). Ton wpadał w zadumę (lub nie) czasem (ale nie za często) zapalił sobie cygaretkę, czasem zamieszał kawę czy herbatę – wszystko słyszeliśmy, nawet jego oddechy (!) mieliśmy dwa duże telewizory z obrazem Tona i świetne nagłośnienie z jego pokoju. Ton podawał posunięcie które powtarzał sędzia a Ton potwierdzał krótkim ‘ja’ czyli ‘tak’. Co jakiś czas mówił ‘sori – klainepause’. Te pauzy były naprawdę krótkie. Chyba najdłuższa nie trwała więcej niż 10-15 minut.
Troszkę się holenderskiego kiedyś uczyłem i liczebniki w zasadzie znam ale po dwóch dniach słuchania ‘bord zejwen zesundfirtach ajnundfirtach…’ utrwaliłem je sobie na dobre z wszelkimi możliwymi akcentami ;)
Z tego punktu widzenia takie wydarzenie było ciężkie i dla sędziów ! Stali przy partii z mikrofonem gotowi cały czas bo nie wiadomo kiedy Ton poda ruch. Henk Stoop mówił mi później że od tego trzymania mikrofonu w gotowości strasznie go boli ręka. Było ich czterech to się zmieniali ale ich wysiłek też był olbrzymi. Żaden nie chciał w jakiś sposób zdekoncentrować Tona swoim błędem czy pomyłką. Chociaż aż jakoś super poważnie nie było. Od czasu do czasu i Ton coś zażartował czy po pięciu minutach namysłu nad posunięciem poprosił o … szklaneczkę mleka… Były też i drobne problemy techniczne. W pewnym momencie, we czwartek po południu, mikrofon odmówił posłuszeństwa (coś z bateriami) Ton nie słyszał Franka i coś żartował (niestety po holendersku). Człowiek od spraw technicznych zjawił się dosłownie w ciągu 2 minut i załatwił problem. Pół godzinki później przyniósł jeszcze dwa zapasowe akumulatorki do mikrofonu. Marcel Koster cały czas pilnował internetu i z tego co mi mówił były problemy z wydajnością łączy – było dużo wejść na serwera.
Dwa słowa o regulaminie – Ton miał prawo do trzech błędów w jednej partii lub pięciu w ogóle. Po wyczerpaniu limitu każdy błąd oznaczał przegraną partię. By rekord był uznany musiał osiągnąć 70% punktów czyli 40 punktów z 28 partii (na przykład 16 remisów i 12 wygranych). Dotychczasowe seanse Sijbrandsa to były wyniki około 90% (!) zatem w tym problemu nikt nie widział. Ostatnia jego symultana na ślepo (na uniwersytecie w Tilburgu w 2007) to wynik +21=4. Całość trwała wówczas 28 godzin i łącznie wykonał 37 rundek dookoła. Jak mi mówił Frank Teer po około 10 godzinach były już pierwsze wyniki, czyli ilość rywali spadała. Tutaj nie ! Ach … był jeszcze jeden warunek dla nas … pozycje z dwoma kamieniami mniej należało podawać, z jednym jedynie gdy była jakakolwiek pozycyjna rekompensata.
Oczywiście dla Tona to nie problem z zapamiętaniem partii. On, jak większość arcymistrzów, jest w stanie odtworzyć wszystkie partie które w życiu widział. Problemem może być czasem pomylenie partii przy której aktualnie jest. Oto po blisko 11 godzinach Ton robi ruch:

czyli oddaje za darmo dwa piony ! W jego pamięci miał już ruch kamienia z 41 na 36 i robił po prostu wymianę a tu niespodzianka ! Od razu poddał partię a przeciwnik Tona bardzo go przepraszał i był strasznie rozczarowany … oczywiście każdy z nas marzył o jakiś punktach z Tonem ale nie TAK !!!! W tym momencie Ton szpetnie zamruczał pod nosem ‘oh dżizas‘ i powiedział ‘klaine pause‘ wyszedł chyba na jakieś 15 minut.

Niewątpliwie miało to wpływ na jego dalszą grę. Limit pięciu błędów padł dość szybko. Przy mojej bodaj 4ty lub 5ty. I to spowodowało ewidentne spowolnienie gry i wyraźnie było widać, że przed wywołaniem kolejnej partii bardzo mocno się sprężał by nie pomylić niczego. Czasem podczas namysłu jeszcze prosił o potwierdzenie sędziów, na przykład “Jestem teraz na planszy czternastej i ostatni ruch był 10 na 15 tak ?
Mimo to jednak w końcu się pomylił po raz szósty co spowodowało natychmiast zaliczenie tej partii jako przegranej:

Pozycja w zasadzie dla białych wygrana. Jak to się mówi trzeba po prostu pozamiatać. Ale Ton podał w tym momencie ruch dotyczący INNEJ partii i sędziowie MUSIELI zaliczyć tutaj jego porażkę.

A do tej pory miał już jedną. Dwie wygrał (jedną po 30 godzinach i 25 minutach a drugą po 30:48). Zatem po 32 godzinach (!) czyli w piątek po południu pozostało nas jeszcze 24 a wynik Tona to skromne (jak dla na niego !) 50% !!! Każdy kolejny błąd groził zaliczeniem jemu porażki. Przy każdej wizycie przy mojej desce bardzo się o to bałem BARDZO nie chciałem by pomylił się na mojej desce. Marzyło mi się wyżebranie na desce remisiku ale absolutnie bym nie chciał czegoś takiego. Kees de Jonge, który wygrał tą pierwszą partię był z nami cały czas do końca i zdecydowanie nie cieszył się z tego co się na jego desce stało.
37 godzin i 50 minut – 14 partii zakończonych wynik 68% ! Tego się nikt nie spodziewał. Ale na co raz większej liczbie warcabnic zaczynają się pojawiać oczywiste już dla wszystkich słabości u czarnych.

Ton proponuje kilka remisów. Zaczyna grać HIGIENICZNIE. Są też śmiali którzy sami oferują remis. Z reguły Ton bardzo elegancko odpowiadał, że jeszcze za wcześnie :)
Padają i inne ‘ofiary’ coraz większej liczbie zawodników zdarza się zasypiać przy desce. Dopóki nie chrapali sędziowie nie interweniowali ;) Ja chyba nie zasnąłem po cichu bo raptem jak przez mglę słyszę głos Franka “Jacek …. Jacek. … keep silent please ;)” Ops…. pora się odświeżyć :) Gramy dalej… samolot mam w sobotę po południu.

Pozostało nas pięciu. Sobota, gdzieś tak trzecia w nocy. W zasadzie wynik (pozycja) na deskach jest jasny ale każdemu z nas tli się jeszcze nadzieja że coś tam “wyżebra”.  I stało się… w jednej pozycji ewidentnie się myli:

Ton gra 9-3 i gdy przy kolejnym podejściu do tego stołu czarne zagrały 44-49 i Ton ‘zobaczył’ pozycję w której białe tracą damkę:

Przeciwnik DOSŁOWNIE podskakiwał z radości przy swoim stoliku.

Zatem na placu gry zostały 4 partie a Tonowi do rekordu brakuje pięciu punktów. Każda pomyłka z jego strony nie na desce a po prostu zły ruch to porażka ! Rekord zatem zagrożony. Około wpół do czwartej poddaje się de Vossen. Zostaje trzech. Jeszcze widzę nadzieje na przerw na swojej desce. A w jakiejś damkowej końcówce coś tam może wyżebram. Ale Ton gra z perfekcyjną precyzją…
Sobota, dochodzi czwarta rano. Ton gra 27-22. Przy kolejnym podejściu sędziego do mojego stolika poddaję partię… koniec złudzeń :(

Koniec złudzeń, poddaję się. W kolejnej rundce poddaje się mój sąsiad po lewej ręce i w tym samym czasie ostatni też krzyczy do Franka że się poddaje. Zatem w tym samym momencie Ton przekroczył 40 punktów i zakończył symultanę sami zaczęliśmy już w naszej sali bić brawa z całej siły – było za co…
Możemy opuścić nasze więzienie .!

Ufff… KONIEC !!!
jest sobota godzina 4.oo
Idziemy już wszyscy razem na dół. O Boże ! Czeka tam jakieś 30 osób !!!!! Słyszałem o tym że na komentarze Auke przychodziło sporo ludzi w trakcie (amsterdamczycy Thijssen i Maijer ponoć poprzedniej nocy z Auke byli do bardzo późna w nocy !) ale nie spodziewałem się tylu osób o tej porze !!! Przywitali nas brawami…. ech było za co… w końcu nikt nie zasnął przy partii (?!). Czekamy na tego najważniejszego – pokój dla Tona był głęboko na zapleczu. Zanim dotarł do nas, do sali dla publiczności już czaili się na niego dziennikarze. Ci z NOS czekali razem z nami DO KOŃCA !!!

 

Sobota – 4.11 JEST – PRZYSZEDŁ !!!
Wszyscy wstali i bili brawo. JEST ZA CO !!!! Nieprawdopodobny wysiłek na nieprawdopodobnym poziomie. Geniusz !

Gorące uwagi, szampan i podziękowania od sponsorów.
Dodam w tym miejscu że obaj (ojciec i syn) sponsorzy, czyli firma Hordijk&Hordijk byli tam na dole w części dla kibiców bez przerwy i do końca ! Firma jest z Coulemgorga, znajduje się 100metrów od mieszkania Henka Stoopa.


Wiele słów na samym zakończeniu nie było.  Ja wtrąciłem swoje trzy grosze. W Sztokholmie dowiedziałem się od Rimy, że Sijbrands bardzo lubi psy, a dokładnie jamniki szorstkowłose. Ma w domu dwa takie. Wpadł mi do głowy fajny prezent na urodziny (w grudniu Sijbrands kończy 60 lat). Pozostało tylko czekać czy uda się by nasza rodzinna artystka (Dorota) była w domu. Udało się – Dorotka na szybkiego namalowała mi obrazek jamnika z warcabowym motywem (takie dostała zlecenie) i obrazek w tym momencie został właśnie wręczony (nie chciałem tego robić przed partią). Chyba się podobał ?! 

Wszystko bardzo rodzinnie sympatycznie. Bar otwarty dla nas drinki dla wszystkich (oj smakowało piwko!).
Zaraz oczywiście przeszli wszyscy do warcabowych dyskusji przy desce demonstracyjnej Ton wymieniał z Auke spostrzeżenia z kilku pozycji … Tona żona nie była zadowolona… chciała jak najszybciej jechać do hotelu … po prostu martwiła się o niego. A tu ja jeszcze wyskoczyłem z prośbą do Tona o autografy … oj podpadłem jej :) ale Ton z uśmiechem podpisał mi 5 programów z tej imprezy (mówiłem który dla kogo będzie!).

Sobota 5.35 – wychodzę na świeże powietrze …
Samolot mam o 15.25…co tu ze sobą robić … spać się chce jak nie wiem co … nogi bolą … w końcu w czasie partii człowiek też się nachodził. Henk Fokkink siedzi na przystanku mówi że czeka na swój autobus a dzisiaj sobota i zaczynają jeździć dopiero po szóstej… przysiadłem się i przegadaliśmy blisko godzinę w końcu zdecydowałem, że marny ze mnie turysta i pojechałem autobusem prosto na lotnisko…. Na Schiphool byłem zatem tuż przed siódmą … bałem się gdziekolwiek przysiąść… Na szczęście to jedno z większych lotnisk na świecie a ja byłem na nim ostatnio w… 1988 roku to miałem gdzie się pokręcić. Chociaż zasypiałem na stojąco !!! Jeździłem z jednego skrzydła lotniska na drugie i w pewnej chwili na tym ruchomym chodniku omal się nie przewróciłem – po prostu na moment USNĄŁEM !!!
Dotrwałem.
Z Berlina do Szczecina luksusowym mikro-autobusikiem to już była pestka … spałem jak suseł a kierowca wysadził mnie przy samym domu…. w niedzielę wstałem o 10.oo po 12 godzinach snu … w moich studenckich czasach to żaden wyczyn ale w ostatnich latach nie zdarzało mi się spać aż tak długo… A co mi się śniło … nie pamiętam ale cały czas po głowie latały mi jakieś cyfry ‘tveiundfirtach slaht nah fijftag‘ … itd itp.
WARTO BYŁO !!!
To jedno z moich ciekawszych przeżyć warcabowych.
Jak zacząłem pisać tego emaila pisałem go do Ciebie, ale zrobił się z tego długi opis to myślę, że z chęcią przeczytają go i inni moi warcabowi przyjaciele.

Kilka fotek: http://www.daminator.eu/galeria/2009_sijbrands/

A na koniec moja partia z zapisem O KTÓREJ godzinie Ton robił kolejne posunięcia ! W nawiasach podaję ile partii się w tym momencie jeszcze toczyło.

Ton Sijbrands – Jacek Pawlicki 2-0
[28] 24.IX. Czwartek 10.23 1.32-27 17-21
[28] 24.IX. Czwartek 10.34 2.37-32 20-25
[28] 24.IX. Czwartek 10.42 3.33-28 14-20
[28] 24.IX. Czwartek 10.53 4.39-33 21-26
[28] 24.IX. Czwartek 11.07 5.44-39 26×37
6.42×31 10-14
[28] 24.IX. Czwartek 11.23 7.41-37 18-22
[28] 24.IX. Czwartek 11.47 8.27×18 13×22
[28] 24.IX. Czwartek 12.08 9.28×17 12×21
[28] 24.IX. czwartek 12.34 10.31-26 7-12
[28] 24.IX. czwartek 13.12 11.26×17 12×21
[28] 24.IX. czwartek 14.19 12.36-31 21-26
[28] 24.IX. czwartek 14.58 13.31-27 9-13
[28] 24.IX. czwartek 15.37 14.32-28 4-9
[28] 24.IX. czwartek 16.40 15.38-32 1-7
[28] 24.IX. czwartek 17.40 16.43-38 7-12
[28] 24.IX. czwartek 18.32 17.46-41 12-18
[28] 24.IX. czwartek 19.30 18.47-42 5-10
[28] 24.IX. czwartek 20.35 19.49-43 18-22
[27] 24.IX. czwartek 22.38 20.27×18 13×22
21.28×17 11×22
22.32-27 22×31
23.41-36 9-13
[27] 25.IX. Piątek 0.13 24.36×27 13-18
[27] 25.IX. piątek 1.31 25.37-32 8-13
[27] 25.IX. piątek 3.35 26.42-37 3-8
[27] 25.IX. piątek 5.28 27.33-28 19-23
28.28×19 13×24
[27] 25.IX. piątek 7.32 29.32-28 14-19
[27] 25.IX. piątek 9.28 30.38-32 8-13
[27] 25.IX. piątek 10.52 31.43-38 10-14
[27] 25.IX. piątek 13.19 32.48-43 24-30
33.35×24 19×30
[27] 25.IX. piątek 15.26 34.38-33 20-24
[25] 25.IX. piątek 16.50 35.50-44 6-11
[23] 25.IX. piątek 18.48 36.43-38 30-35
[23] 25.IX. piątek 20.24 37.34-29 14-19
38.29×20 15×24
[21] 25.IX. piątek 21.24 39.39-34 24-30
[19] 25.IX. piątek 22.32 40.34-29 2-8
41.44-39 35×44
[15] 25.IX. piątek 23.42 42.39×50 30-35
43.45-40 35×44
44.50×39 19-24
45.29×20 25×14
[ 9] 26.IX. sobota 1.58 46.28-23 18×29
47.33×24 8-12
[ 9] 26.IX. sobota 2.3248.38-33 11-17
[ 9] 26.IX. sobota 2.5749.33-28 17-21
[ 8] 26.IX. sobota 3.13 50.28-23 12-17
[ 8] 26.IX. sobota 3.19 51.39-33 13-18
52.23×12 17×8
[ 5] 26.IX. sobota 3.32 53.33-28 8-13
[ 3] 26.IX. sobota 3.44 54.28-23 14-19
55.23×14 13-18
[ 3] 26.IX. sobota 3.47 56.14-10 18-23
[ 3] 26.IX. sobota 3.53 57.27-22
[ 2] 26.IX. sobota 3.59
poddałem