Mariusz Ślęzak o Korbach

638

To był wyjątkowy tydzień. Reprezentacja Polski składająca się z AŻ dwóch zawodników (Oskara Budisa i mojej skromnej osoby) walczyła długie osiem dni o awans do Finałów Mistrzostw Świata, które w 2013 roku odbędą się w Ufie (Rosja). Nie byliśmy faworytami turnieju, ani również w „planowanej jedenastce”, która ma awansować, ale małe płomyki nadziei w nas się paliły. Turniej odbywał się w malowniczej miejscowości Korbach, która znajduje się w centrum kraju naszych zachodnich sąsiadów. Ale zacznijmy wszystko od początku…

Dzień 1. (dzień wyjazdu)

Lekko zaspany, trochę zmęczony, z półgodzinnym opóźnieniem przyjeżdżam na Dworzec PKP we Wrocławiu, aby odebrać sędziego głównego Mistrzostw pana Leszka Łysakowskiego. Już z daleka zauważyłem tą osobę. Wysoki, potężny człowiek w dużym czarnym płaszczu, lekko owinięty szalikiem przypominającym barwy Barcelony, zmierza w moją stronę. Wyglądał, jakby wracał z targu, albo wyprzedaży w H&M’ie. Niewielka podręczna torba na kółkach, która okazała się mieć nieograniczoną pojemność, reklamówka z drugim śniadaniem, torba z laptopem oraz grymas na twarzy z powodu targania tych ciężkich rzeczy sprawiły takie wrażenie. Podróż do Makowic, gdzie mieliśmy przesiadkę była krótka i pełna dobrego humoru wypełniona przez sędziego z Gniezna. Krótkie przepakowanie, zwiedzenie Makowic i ruszamy! Kierunek Niemcy. Przed nami długa droga, więc do samochodu wzięliśmy karty, mp3 oraz oczywiście dobre humory;) Wśród szerokich, równych niemieckich autostrad i dobrej muzyce rockowej w uszach zmierzamy na turniej!

Mimo sporej odległości (700km) do Korbach dojechaliśmy dość szybko. Na miejscu przywitał nas organizator turnieju, polak mieszkający w Niemczech – Jan Zioltkowski. Ceremonia zakwaterowania taka sama jak zawsze, małe zapoznanie się z terenem, rozdanie kluczy, zajęcie lepszych łóżek w pokoju, zimny prysznic. Czas iść spać.

Dzień 2.

Dzień tradycyjnie zaczął się od śniadania. Bułka z masłem + gorąca cejlońska herbata miała dać nam siłę na początek dnia. Po małym posiłku wspaniała reprezentacja Polski z panem Leszkiem na czele, pomaga organizatorowi w ustawianiu na sali stołów, krzeseł itd. Sala do gry piękna, duża przestronna, zresztą jak cały budynek do naszej dyspozycji. Dało się odczuć niemiecką harmonię, ład i porządek. Wydawało się, jakby ten budynek został specjalnie wybudowany właśnie na te Mistrzostwa. Tutaj zaczynamy dostrzegać wartościowość powiedzenia: „Niemiecka precyzja”. W Polsce musielibyśmy się nanosić tych krzeseł, targać ciężkie stoliki. Nie w Niemczech. Zarówno krzesła jak i stoliki przyjechały na specjalnych podkładkach na kółkach, stolik stawiamy, podkładki wyciągamy, zero wysiłku. Ciężko jest to opisać, wydaje się banalne, ale zrobiło to na nas duże wrażenie.

(źródło, strony organizatora turnieju -> http://www.dame100-korbach.de/cms/upload/Web2/Challenge%20Europe%20Korbach.html)

Po części organizacyjnej czas na część oficjalną. Przy ceremonii otwarcia towarzyszył nam miejski zespół akustyczny, który zaprezentował nam kilka swoich utworów. Następnie parę oficjalnych przemówień, nic ciekawego, zaczynamy turniej.

Dzień 3.

Dzień trzeci składał się z rundy popołudniowej oraz wycieczki po Korbach po śniadaniu. Mimo, iż może tego miejsca nie ma na mapie turystycznej świata, naprawdę warto to średniowieczne miasteczko zobaczyć. Dwa potężne gotyckie kościoły z XV wieku, zbudowane przez obywateli miasta, skąd ich nazwy – Kiliankirche oraz Nikolaikirche. Przy tym drugim da się zauważyć piękną, wysoką krzywą wieżę, która jest widoczna z każdego zakątku miasteczka. Ciekawym punktem Korbach jest również średniowieczny Pręgierz na rynku starego miasta. Budownictwo tego miasteczka przez cały pobyt nie przestawało nas zaskakiwać. Średniowieczne domki o konstrukcji szkieletowej, z dużymi balami i strasznie nierównymi ścianami, oraz o niespotykanych rozmiarach kondygnacji(czym wyżej tym szersze!), sprawiały wrażenie, że te budynki zaraz się na nas przewalą;) Ciekawy układ wąskich, kamienistych uliczek plus odrestaurowane stare miasto ze wspomnianymi wcześniej budynkami ryglowymi składało się w jedną piękną całość.

Warto tutaj zaznaczyć, że Korbach najlepiej wygląda nocą. Tysiące lampeczek rozwieszonych nad ulicami, przenośne, drewniane budki na rynku, z wyposażeniem bożonarodzeniowym, atmosfera świąt, ogromne choinki oświetlone od dołu po sam czubek oraz jeszcze wiele, wiele innych świecących rzeczy, ozdób, foremek itd, sprawiają wrażenie, że Wigilia jest już dzisiaj, mimo, że do niej jeszcze prawie miesiąc.

Dzień 4.

Wypoczęci, naładowani energią po mocnej kawie z mlekiem, zmierzamy dzielnie o 9 rano na 3 partię. Pogoda adekwatna do nastrojów w ekipie – trochę szaro, ponuro, ciśnienie słabe jak nasze wyniki w poprzedniej rundzie. No nic, godzina 9.00, sędzia główny turnieju Pan Leszek Łysakowski, rozpoczyna rundę uściskając rękę moją i przeciwnika oraz uruchamiając zegar. Czas grać. Na warsztacie kolega z Azerbejdżanu – Ilgar Ibrahimov.

Po obiadku popołudnie wolne i tutaj narodził się pomysł wycieczki do miejscowości Willingen, oddalonej 25km od Korbach w kierunku zachodnim. Znajduje się tam skocznia narciarska, na której przez długie lata Adam Małysz posiadał najlepszy wynik obiektu (151,5m).

Uzbrojeni w ciepłe buty, zimowe kurtki i cyfrowe aparaty (czego dowody przekazujemy;) ), zmierzamy do Willingen! Wśród krętych, wąskich dróg, słabej pogody i dobrej muzyki docieramy do celu. W telewizji tak to nie wygląda!;) duża i w dodatku bardzo stroma góra sprawiała wrażenie, że z tej przepaści nie da się zjechać na nartach, a co dopiero skoczyć;p Mała orientacja w terenie -restauracje, hotele, trybuny…O! wyciąg. Wjeżdżamy na szczyt skoczni!;) Jeszcze kilka zdjęć na dole, łyk zimnej niemieckiej coca-coli i ruszamy. Wyciąg szynowy prowadzi tylko do progu, więc na szczyt skoczni wjechaliśmy windą, za którą zapłaciliśmy kolejne 3 euro/os;) Jesteśmy na miejscu. Widok przerażający. Na górze człowiek czuje się, jakby miał zaraz skoczyć na bungee , tyle tylko, że bez liny, a za to w nartach. Pod nami 7 pięter przepaści a potem jeszcze kilkadziesiąt metrów mocno stromej góry. Wtedy jednogłośnie doszliśmy do wniosku, że każdemu skoczkowi, co tutaj bierze udział należy się medal. Medal za odwagę, nie wynik;) Znakomita panorama miasta, widok obiektu z punktu skoczka narciarskiego, kilka foteczek i spadamy, wystarczy wrażeń

Wracając na dół rozmawiamy z gospodarzem obiektu. Najbliższy konkurs Pucharu Świata 8-10 luty 2013. W ten weekend usiądziemy w ciepłym wygodnym fotelu w domu, z gorącą herbatą z cytryną w ręku i powiemy: „Tam byłem!:)”.

Powrót do hotelu, kolacja, sen.

Kolejne dni były bardzo podobne do siebie. Jedna runda dziennie, dawała nam duży spokój, odpoczynek, regenerację sił przed kolejnymi pojedynkami i czas na małe zakupy po niemieckich sklepach;) Po kolacjach zawsze wieczorkiem z panem Leszkiem rozgrywaliśmy poważne turnieje w tysiąca, w których do wygrania było wprowadzanie partii z ostatniej rundy! Nagroda nie byle jaka, więc i walka często rozstrzygała się po długich i często zaciętych bojach.

Reasumując: Wyjazd bardzo udany, przyjemny, w doborowym towarzystwie i świetnej atmosferze. Miasteczko malownicze, warte zobaczenia. Jeśli chodzi o kuchnie niemiecką, to mimo zawsze treściwych obiadków uzbrojonych generalnie w spory zestaw warzyw, owoców + pysznego deseru, zatęskniłem pod koniec turnieju za polskim schabowym z ziemniakami. W tym miejscu nie omieszkam pozdrowić panią Julię z personelu kuchni, która codziennie rano witała nas sympatycznym „Halo!” i jednym z najszczerszych uśmiechów, jakie poznałem do tej pory;)

Dobra, czas na część oficjalną. Na koniec najważniejsze: Gratulacje dla Oskara, za piękny wynik, wyrobienie czwartej już normy na tytuł MF no i oczywiście awans do Finałów Mistrzostw Świata! Dziękuję panu Magnusowi za znakomitą pracę w kategorii transportu;) dowoził w nas w każde miejsce jakie chcieliśmy, wkładając w to swój własny czas, trud i eksploatację samochodu!;) Trochę nudno? Ostatnie podziękowania jeszcze dla pana Leszka, za to, że przez cały turniej był naszą duszą towarzystwa. Rozbawiał nas swoim poczuciem humoru, wyrafinowanym wachlarzem epitetów i ciekawymi zachowaniami;-)

Na tych pozytywnych akcentach kończę, do zobaczenia na następnych turniejach!

Pozdrawiam

Mariusz Ślęzak

 

P.S.
Wielkie podziękowania dla Mariusza za sympatyczną opowieść.  Teraz wszyscy możemy się poczuć, że tam byliśmy. A przy okazji wizyty na skoczni tak sobie pomyślałem, że w dwóch ostatnich rundach Oskar zrobił to co Małysz zwykł robić – oddał dwa równe skoki (czytaj dwa remisy z MOCNYMI zawodnikami) ;)