Da nam przykład Bonaparte?

152
Drancy (zdjęcie ze stron internetowych turnieju)

Dosłownie o kilkanaście kilometrów od centrum Paryża, w miejscowości Drancy odbywają się 79 Mistrzostwa Francji. Historia tego turnieju zaczyna się w 1938 roku, chociaż o miano najlepszego w kraju rywalizowano wcześniej. Oficjalnie tytuły notuje się jednak od momentu powstania federacji (1937). Pierwszym oficjalnym mistrzem Francji został … holenderski warcabista Herman de Jongh.

O mistrzostwo kraju nie rywalizowano jedynie w latach 40-41 i 1945. Na liście mistrzów znajdziemy P. Ghestema (1942 i 43) a także legendarnego Senegalczyka Baba Sy. Gdy zdobywał on tytuł w 1959 roku, na mapie świata nie było jeszcze państwa Senegal. Upodmiotowienie koloni francuskich nastąpiło rok później.

W roku 1956 tytuł zdobył Michel Hisard. Do 1977 roku, gry wygrywał po raz ostatni, dwunastokrotnie cieszył się koroną najlepszego warcabisty we Francji. Dwa lata później (1979) na listę mistrzów wpisał się  Henri Cordier z Dijon. Ten znany działacz (był m.in. Sekretarzem Generalnym FMJD) doczekał się jednak wyjątkowego następcy. Jego syn Arnaud Cordier pierwszy tytuł zdobył w 1996 roku gdy miał 22 lata. Lat przybywa (jak wszystkim, a dd tego czasu tylko 7 razy wygrywał kto inny. Arnaud ma na swoim koncie łącznie aż 17 tytułów! Jeszcze trzy o dogoni innego monopolistę w swoim kraju … Edwarda Burzyńskiego.

Warto zwrócić uwagę na bardzo interesujący system rozgrywania mistrzostw Francji. Nie ma żadnych kwalifikacji! Zainteresowani rywalizacją przyjeżdżają (tradycyjnie w drugiej połowie sierpnia) na turniej. Mistrzostwa (za wyjątkiem ostatniej grupy która gra szwajcarem) rozgrywane są w formie 12-osobowych turniejów systemem kołowym. W jakiej grupie zagrasz – zależy od twojego rankingu.

Zawodnicy płacą oczywiście za swój pobyt (za wyjątkiem mistrza), ale organizatorzy starają się o noclegi nie odstraszające ceną warcabowych fanatyków znad Sekwany i Loary.

Pula nagród w znacznej mierze zleży od wpisowego, czyli uczestników. 80% wpisowego przeznacza się na nagrody (reszta dla Federacji) plus małe co nieco od sponsorów. W ostatnich latach w najwyższej dwunastce walczącej o tytuł, do podziału było około 2000 euro, czyli mniej niż w Polsce. Jeżeli weźmiemy pod uwagę siłę nabywczą Francuzów to znacznie mniej niż w Polsce.

Osobiście byłem kiedyś sceptycznie nastawiony do takiego systemu w Polsce. Z czasem moje podejście uległo zmianie. Taki system zabiera co prawda urok rywalizacji O FINAŁ, ale … oszczędza sporo czasu i pieniędzy! Dochodzi jeszcze inny element. Proszę popatrzeć na to z pozycji naszych liderów. Nikt nie kwestionuje faktu, że gdyby do gry wrócił Mariusz Adamaszek, to byłby kandydatem do najwyższych laurów. Mariusz to już jednak stateczny  40 latek (z małym haczykiem), wzięty prawnik, czyli człowiek mocno zajęty. Kocha jednak warcaby i pewnie by raz na 2-3 lata chętnie zagrał. Wątpię jednak by poświęcił czas na grę w półfinałach.
A inna sytuacja – powiedzmy, że Natalia Sadowska w czasie gdy zaplanowane są finały MP ma mecz o tytuł (możliwe!) lub inne zobowiązania. Albo podejmie regularną pracę i będzie musiała ograniczyć ilość turniejów. Po prostu nie zagra. Trudno od tak zapracowanej zawodniczki oczekiwać by zagrała w półfinałach. To zwyczajnie może się nie udać z uwagi na bardzo bogaty kalendarz. W tym roku ma już “na liczniku” 54 rankingowe partie. Ubiegły rok to 79 partii. Rok wcześniej 88 …

A gdyby tak zrobić u nas “po francusku” z drobnymi korektami?
Choćby takimi, że medaliści z poprzedniego roku mają prawo gry w najwyższej grupie nawet jeżeli mają niższy ranking. A zwycięzca finału B z poprzedniego roku również dostaje prawo gry w finale.

Sądzę, że naprawdę jest to warte poważnego zastanowienia! Termin wakacyjny (druga połowa sierpnia i u nas wydaje się wręcz idealna), to ułatwienie dla młodszych. Organizacyjnie turniej nieco łatwiejszy, duża grupa to zawsze atut w negocjacji z hotelem. Było by nieco tak jak w 1999 roku i wcześniej. Święto wszystkich warcabistów którzy spotykają się wspólnie by grać w Mistrzostwach Polski! Najlepsi grali by o tytuł, ktoś by się cieszył z wygranej w grupie C itd. Można, wzorem Francji, grupy ponazywać. Najwyższa grupa u nich to “Serie Nationale” itd. Można ostatnią grupę rozgrywać systemem szwajcarskim. Myślę, że na taki turniej przyjechało by wielu, którzy na grę w półfinałach nie mają ochoty.

Oczywiście to wszystko na podstawie rankingów międzynarodowych, bo krajowego w istocie o pewnego czasu nie mamy.

JA JESTEM ZA!