Szachista o warcabach

166

Przeglądając różne pliki, trafiłem na Tygodnik Szachowy, który kiedyś “organizowałem” nie żyjącemu już Dawidowi Nudelmanowi, wielkiemu znawcy literatury szachowej i warcabowej.

Rzecz dzieje się w 1898 roku. Szmat czasu temu. To był pierwszy rocznik wydawanego w Warszawie Tygodnika Szachowego. Polski nie było na mapie, Warszawa była częścią cesarstwa ze stolicą w Moskwie.

Na ósmej stronie tygodnika mamy ciekawy artykuł o warcabach. Czytamy w nim między innymi:

Słyszeliśmy niejednokrotnie ludzi wyrażających się z powątpiewaniem o trudności gry w warcaby. Zmieniliby może swe przekonanie, gdyby się rozpatrzyli w polemikach, toczonych z powodu jakiejś zawikłanej pozycji. Gdyby ta gra, opiewana przez Adama Mickiewicza i niegdyś szeroko w naszym kraju rozpowszechniona, była tak łatwą i prostą, niezawodnie wyczerpanoby ją oddawna i stałaby się zabawą żaczków, jak np. ,,forteca“ i ,,młynek“.

Obecnie warcaby są silniej uprawiane w dwóch krajach Europy: w Rosji i we Francji. Rzecz osobliwa: we Francji jest używana gra warcabowa zwana polską, której my wcale nie znamy; natomiast my najzwyklej używamy gry zwanej dziś rosyjską, podczas kiedy poemat Mickiewicza świadczy, że jest to właściwie gra hiszpańska.

Jak skończą się moje weekendy z Pucharem Narodów i nieprzespane noce, to mam ochotę zagłębić się w te archiwalia i poszukać innych podobnych kwiatuszków. Miło się to czyta.
Diagram pochodzi rzecz jasna z cytowanego artykułu.