Zapomniany Murod

149
Podium MŚ 2011
Podium MŚ 2011

Każdy z nas wie jak ważne są szczegóły w organizacji turnieju. Dbamy o wizytówki zawodników, plakaty, oprawę ale najważniejsze jest to co kończy każdy turniej. Zakończenie i PODIUM.

To właśnie zdjęcia podium przechodzą do historii, trafiają na ulotne strony internetowe ale i do książek. Proszę popatrzeć na zdjęcie, które jest motywem tego wpisu. Jestem przekonany, że każdy kto patrzy na to zdjęcie jednoznacznie stwierdzi, że Jean-Marc Ndjofang z Kamerunu zajął drugie miejsce w turnieju. A turniej to był nie byle jaki. Fotka pochodzi z MŚ z 2011 roku! Organizatorzy zignorowali stanowcze żądania dyrektora turniejów FMJD i nie poprawili podium w ten sposób, by drugie miejsce było po prawej ręce zwycięzcy. Zmieniłem kartki na podium, ale po jakimś czasie one znów trafiły na upatrzone przez organizatorów pozycje.

Dwa lata później Jean-Marc ponownie znalazł się na podium MŚ. Zdobył srebrny medal. Wiele osób uważało (i uważa!), że to jego drugie srebro. Tak to działa. Liczni moi rodacy oglądają namiętnie (czasem z miłości, czasem z braku wyboru) TVP i patrzą na świat tak jakim go tam pokazano. Stopniowo utrwala się w nas taki właśnie obraz. Dla wielu obserwatorów życia warcabowego Murod Amriłłajew zdobył brąz w 2011 roku.

Gdy mowa o podium i zdjęciach to chciałbym zwrócić uwagę na rzecz, której nauczyłem się przy okazji imprez SportAccord(GAISF) w Chinach.
Aparat ma teraz każdy. Każdy chce zrobić fajną fotkę i … zaczyna się. Ale jest jeszcze organizator i sponsor. To on chce (i musi!) mieć zdjęcia najlepsze dla mediów etc. Na tych imprezach zawsze był oficjalny fotograf. Zajmował dobre miejsce w centrum i pilnowano by ktokolwiek przed nim nie stał. Ale oto podczas jednej ceremonii nagrodzenia brydżystów, gdy złoto wręczał przedstawiciel bardzo ważnego sponsora, przed obiektywem fotografa powstałą siedząca rząd bliżej Pani. To była koleżanka nagradzanej osoby i fotka wyglądała … jak wyglądała.

Już przy kolejnych ceremoniach zareagowano bardzo konkretnie. Tylko kilka osób miało wstęp do środkowej strefy. Cały obszar przed podium było czyste. Stanowczo reagująca ochrona, potrafiła fizycznie uniemożliwić wejście do tej strefy. Skorzystali w zasadzie wszyscy, bo nawet zdjęcia/filmy z dalszej odległości są lepsze gdy widzimy podium, a nie trójkę ludzi nad głowami gromadki ludzi. Można to zrobić niezwykle prosto ustawiając rząd krzeseł poza który nikt, nie proszony nie może wejść. W tym obszarze może działać fotograf organizatora.

Przy okazji podium i zakończenia warto jeszcze pamiętać o jednej ważnej sprawie. To zawodnicy są głównymi bohaterami! Nie sędziowie, miejscowy działacze, trenerzy czy nawet sponsorzy. Oczywiście fotka podium z tymi osobami jest bardzo ważna, oni włożyli wiele w to, by impreza doszła do skutku. Pamiętać jednak trzeba, że potrzebny jest moment dla zawodników i mediów by można było sfotografować najlepszą trójkę bez udziału osób dodatkowych. To prosty zabieg. W imprezach IMSA oficjele po wręczeniu medali itp stają wyraźnie z boku podium, a dopiero później proszenie są by stanęli razem z zawodnikami. Można też zastosować wariant odwrotny, czyli na koniec ceremonii poprosić by zostali tylko zawodnicy i dać 10-15 sekund dla fotografujących.
Zawsze mi żal dzieci na podium Młodzieżowych DMP. Trudno o zdjęcia na których nie ma ich trenerów czy klubowych działaczy. Jasne, jesteście ważni, ale dajmy szansę utrwalić dla potomności głównych bohaterów.

Czasem fizycznego podium nie ma, ale i ustawiając zawodników też trzeba pamiętać o kolejności. W środku zwycięzca, po jego prawicy ten drugi.

Gorzej, gdy podium jest nie kompletne.
To się niestety zdarza. W 2019 roku jeden z zawodników z pierwszej trójki turnieju o PŚ wolał wcześniej pojechać na lotnisko by pogościć się dłużej w saloniku klasy business. Trzeba było przeforsować zmiany formalne w przepisach. Z poparciem Komisji Zawodników, nieobecność na zakończeniu oznacza utratę wszelkich praw: nagród finansowych i punktów w Pucharze Świata! Czasem nie można inaczej. Potrzebne są kroki formalne. Sędziowie ostatniego Polish Open zadziałali jak należy wobec nieobecnych, nie bacząc na ich tytuły.
Z naszego podwórka pamiętam ekstremalną sytuację z MMP 2005 w Kluczborku. W ostatnim dniu był tylko blic. Na prośbę “mających daleko”, organizatorzy przyspieszyli co tylko się dało. Z 24 medalistów na podium stanęło zaledwie (mogę się minimalnie mylić) 15-17. Idąc na zakończenie mijałem w drzwiach jednego z działaczy (miał około 350 km do domu) i zapytałem wprost dlaczego nie czeka na wręczenie medali. Z rozbrajającą szczerością wzruszył ramionami i oświadczył, że będzie troszkę wcześniej w domu.

To mamy na szczęście za sobą, bo formalne wymagania są wpisywane do regulaminów. Skoro nie można inaczej, trzeba tylko tak. Każdy, bez względu na zajęte miejsce, MUSI brać udział w ceremonii zakończenia. To jest przejaw osobistej kultury. To również wyraz szacunku dla tych, którzy ten turniej zorganizowali. Nawet jeżeli organizatora nie lubisz, nawet jeżeli popełniał błędy (a kto ich nie robi?!) to turniej się odbył.