Warcabowe opowieści Szczegolewa III

220

[Autor – Aleksander Getmański]

Opowieść siódma.
1973.

Na przełomie listopada i grudnia w Wilnie rozgrywana XIX Mistrzostwa ZSRR. O legendarnej partii Fedoruk – Andreiko swoje wspomnienia zamieścił w internecie Aleksander Jefimowicz Mogilianski. Grał w tym turnieju i zdobył w Wilnie srebrny medal! Ciekawe komentarze pod jego wspomnieniami zamieścił Nikolay Wasiliewicz Abaciew, który sporo słyszał o tym thrillerze z pudełkiem zapałek od bezpośrednich świadków. Ja jednak będę się trzymał wersji Szczegolewa (brązowy medal w Wilnie), który uważa, że w ciężkim niedoczasie, zapałkami Aleksandra Anatoljewa Fedoruka zaopiekował się przebiegły rywal. Zwinność rąk, a nie werbalna hipnoza!

(od tłumacza: młodszych czytelników spieszę poinformować, że przed zegarami elektronicznymi pierwsze 50 posunięć (i później następne 25 lub całą partię) należało wykonać w określonym czasie. Nie rzadko zdarzało się, że zawodnicy wpadali w bardzo ostre niedoczasy mając 1-2 minutę na wykonanie jeszcze wielu posunięć to „kontrolnego” pięćdziesiątego. W Polsce palić na turniejach warcabowych nie wolno było już w latach siedemdziesiątych. Na świecie (i w ZSRR) takiego zakazu nie było jeszcze bardzo długo)

A. Fedoruk – A. Andreiko, Mistrzostwa ZSRR (Wilno, 26 listopada 1973) 1:1

Białe muszą się bronić. 38. 38-32. Ręce nerwowo obracają pudełko zapałek. 38… 03-09. Chorągiewka na zegarze niebezpiecznie się podnosi. 39. 43-38. Białe nie mogą wchodzić w klincz – 39. 33-28? 24-29 40. 48-42 07-11! 41. 16х07 12х01 [x], czarnymi osiągają materialne korzyści. 39… 24-29. Czarne napierają na skrzydło. 40. 33х24. Chleba i okularów! 40… 19х30. Zaciekawieni widzowie otoczyli grających. 41. 39-33. „Papieros w zębach – zapałki na stole! Ten schemat jest prosty”!! 41… 13-19. „Wciąż się trzymam”! 42. 33-28? Bardziej obiecujące było wpuszczenie do gry złotego – 42. 48-43 [-+;=] и т . д. 42… 19-24? Andreiko tak się był pochłonięty odbywającym się spektaklem, że przeoczył możliwości taktyczne – 42… 23-29! 43. 27-22? Wymiana sama się narzuca!? 43… 18х27 44. 32х21 19-23! 45. 28х19 12-18! 46. 21х34 30х50 [–++] itd.  43. 28х19 24х13. „Dziwne, gdzie podziały się moje zapałki”?! 44. 38-33. „Nie mogę wymacać moich zapałek”!? 44… 13-19 45. 45-40! „Cały czas leżały na stole”!? 45… 30-35 46. 48-43. „Gdzież się podziały te cholerne zapałki”?! 46… 25-30 47. 43-39. „No gdzież one są”!?!? 47… 30-34 48. 39х30*.  48. 40х29??  48… 35х24 49. 44-39. „Nie ma czasu zaglądać pod stół”!? 49… 09-14 50. 39-34 18-22 51. 27×18. «Uf, zdążyłem! Zrobiłem kontrolne posunięcie»! 51… 12×23. „A zapałki się nie znalazły”! 52. 33-28. „Ciekawe komu przydały się moje zapałki”?! 52… 14-20 [=]. W tym momencie zgodzono się na remis, gdyż po standardowym poświęceniu i przerywie na skrzydle – 53. 40-35 20-25 54. 26-21 17х26 55. 28-22 [=] czarne wygrywają tylko kamienia, ale nie partię.

Opowieść ósma.
Koniec lat siedemdziesiątych.

Mistrzostwa towarzystw sportowych idą pełną parą! Szczegolew broni honoru drużyny „Lokomotiw”. Jego wieloletni kolega i warcabowy „chrzestny ojciec” – Włodziemierz Pietrowicz Agafonow – walczy przy sąsiednim stoliku. Przeciwnik jego jeszcze całkiem surowy i niedoświadczony, dlatego „Parowozy” liczyły na szybkie i łątwe punkty. Od już od początku coś nie szło. Czasu u Agafonowa było co raz mniej a pozycja ciągle gorsza niż mało obiecująca. Drużyna mocno się niepokoi, ale Włodzimierz Pietrowicz niewiarygodnym wysiłkiem doprowadził swoją nieudaną partię do remisu.

Do rozczarowanego wynikiem Agafonowa podbiegli „Kolejarze”,  pogratulowanie wyciągnięcia remisu i delikatnie zapytali „Władimir Petrowicz, dlaczego w gorszej pozycji nie zaproponowaliście remisu, Wasz przeciwnik marzył o takim wyniku”?! Zdenerwowany do granic możliwości Agafonow zareagował błyskawicznie: „A jeśli by się zgodził”?!?

Opowieść dziewiąta.
1980.

W listopadzie-grudniu w stolicy Mali – Bamako, odbywały się Mistrzostwa Świata. Miło tam miejsce unikalne wydarzenie – Szczegolew, zupełnie jak Napoleon w 1812 roku, musiał zawrócić po „zrujnowanej: starej Smoleńskiej drodze.

Ten, komu zdarzyło się towarzyszyć Szczegolewowi w jego kilku godzinnych spacerach wie, że on nigdy nie wraca tą samą drogą. Zawsze stara się znaleźć nową drogę, aby było ciekawie i można było zobaczyć coś nowego.

Często kończyło się to sporymi opóźnieniami, nie raz błądziliśmy i wracaliśmy do hotelu już po ciemku.

W Bamako dzień wolny. Miła pogoda, sympatyczny dzionek. Wiaczesław razem w Aleksandrem Mogiliańskim wyruszyli na poszukiwanie przygód. Dotarli do ogromnej woliery dla drapieżników ogrodzonej drutem kolczastym. Mając ogrodzenie po prawej stronie, długo szli wzdłuż obserwując zwierzęta.

Potem, jak to często bywa ze Szczegolewem, troszkę się zagubili, ale pojawił się zbawczy punkt orientacyjny – gdzieś się wspinali i druty pojawiły się druty po lewej stronie.

„Super, wracamy w dobrą stronę. Kontynuujemy swoją wyprawę zerkając jednocześnie za ogrodzenie i wypatrując pokazujących zęby drapieżników. Jednak zwierząt już więcej nie zobaczyliśmy po drugiej stronie ogrodzenia. Za to wkrótce zobaczyliśmy… LUDZI.”

„Miejscowi patrzyli na nas ze zdumieniem. Niektórzy nawet z wyraźnym szacunkiem. I w tym momencie przyszło olśnienie. Idąc dalej w tą stronę, możemy uszczęśliwić jakiegoś lwa, który już dawno nie jadł „czegoś takiego”.

Gwałtownie zawróciliśmy, jednocześnie instynktownie przyspieszając.

Wszystko zakończyło się szczęśliwie, chociaż do hotelu musieliśmy wracać tą samą drogą. Prawdopodobnie to był jedyny przypadek, gdy musiałem porzucić swoją zasadę nie wracania tą samą drogą ze spacerów”!

Ciąg dalszy nastąpi …