Warcabowe opowieści Szczegolewa VI

135

Opowieść czternasta
1997.

W grudniu 1997 roku, w sympatycznym holenderskim miasteczku Stadskanaal, odbywał się długi , dwuetapowy turniej pretendentów. Nasz ogromny pokój w czterogwiazdkowych hotelu zaczął powoli wyglądać niczym magazyn w skupie butelek. Już drugiego dnia na drzwiach naszego pokoju pojawiła się tabliczka „nie przeszkadzać”. Dlatego też i nikt u nas dawno nie sprzątał.

W którymś momencie z braku miejsca butelki zaczęły już trafiać na balkon. Szczegolew w końcu nie wytrzymał i poprosił pokojówkę. Na początku była szczerze oburzona naszą spartańskim klimatem pokoju. Ale gdy dowiedziała się, że te wszystkie butelki dostanie za darmo, z radością fruwała po naszym pokoju. Przecież trafił się jej godziwy dodatek nie mniejszy niż dzienny zarobek leniwej kwiaciarki z ulicy.

Wieczorkiem, jak co dzień, wpadł do nas na mały trening Sasza Szwarcman! „Partyjkę?!” – rzucił stojąc jeszcze w progu pokoju do Wiaczesława Iwanowicza. „Partyjkę!” – momentalnie odpowiedział Szczegolew, i zaczął rozstawiać na łóżku początkową pozycję.

W tym momencie Szwarcman rozejrzał się po pokoju i zakrzyczał- „A gdzie się podziały puste butelki”?!

„Oddaliśmy pokojówce” – spokojnie odpowiedział Wiaczesław Iwanowicz, wykonując swoje ulubione posunięcie 1. 33-28.

Sasza, odpowiadając 1… 18-22, aż się zagotował – „Ależ tam było butelek na co najmniej 120 guldenów!?! Wasz cholerny uczeń mógł by za te pieniądze kupić 3 porządne książki warcabowe” !?!

Szczegolew, całkowicie spokojny odpowiedział – 2. 38-33 – „Sasza, husaria w Sojuzie nie chodziła oddawać butelek, i NIGDY nie będzie tego robić w Niderlandach” !…

Tą treningową partyjkę Szczegolew wygrał chociaż Szwarcman rozegrał ją wyjątkowo słabo!

Opowieść piętnasta
1995 – 2008.

Gdy stary mistrz proponuje remis.           

Sołniecznogorsk (okolice Moskwy), styczeń – luty 1995, drużynowe mistrzostwa Rosji. Pod koniec tego turniejowego maratonu, drużynę Szczegolewa czekał mecz z drużyną renomowanych i zacnych przeciwników w Tweru. Wszyscy czekali na arcymistrzowski remis, który urządzał obie drużyny. Wiaczesław Iwanowicz Szczegolew w otoczeniu kolegów wspominał młode lata i zabawiał ich zabawnymi historyjkami. Jednak Anatoli Alekseewicz Czułkow, moskiewski arcymistrz z manierami prawdziwego dyplomaty poszedł wieczorem na drugie piętro do jutrzejszych rywali by formalnie potwierdzić arcymistrzowski remis na wszystkich trzech deskach.

Po pewnym czasie Czułkow wraca z nieco zagadkowym obliczem i nie mogąc powstrzymać się od śmiechu przy wszystkich obecnych zwraca się głośno do Szczegolewa – „Drużyna z Tweru nie chce remisu, gdyż znaleźli w naszej drużynie słaby punkt”.„Jaki słaby punkt?” – szczerze zdziwił się Szczegolew – „nasza kobieca deska dobrze gra, a i ty, Tola, to nie „podarek” dla przeciwnika”!

„Wiaczesław Iwanowicz” – w tym momencie Czułkow stał się wyjątkowo poważny – „Ten słaby punkt – to Wy Wiaczesławie Iwanowiczu”!!!
Szczegolew był poruszony do głębi duszy…

Wiaczesław Iwanowicz jakby nagle zgasł, pogrążył się w sobie i przez cały wieczór nie powiedział już ani słowa.

Na drugi dzień wszystko zaczęło się jak zwykle w pojedynkach Moskwa – Twer; na drugiej i trzeciej desce rozpisano w ciągu 5 minut arcymistrzowskie remisy. Ale na pierwszej, całkiem jeszcze wówczas młody Kniaź – Andrej Leonidowicz Kałmakow (we wrześniu 2020 skończył 50 lat!) – aktualny wówczas mistrz Rosji z 1994 roku (podzielił tam pierwsze miejsce z Aleksanderm Serkeewiczem Georgiewem – Imperatorem z Petersburga, który w lipcu 2020 skończył 45 lat) – na próżno szukał słabości w pozycji 54 letniego Cara – moskiewskiego weterana Wiaczesława Iwanowicza!

Twerski arcymistrz w połowie lat dziewięćdziesiątych bardzo szybko szedł w górę – w kwietniu 1995 znów podzielił 1-2 miejsce z Georgiewem na Mistrzostwach Rosji w Orsku – znów obaj byli mistrzami jak rok wcześniej w Tule; a w listopadzie – grudniu 1995 na ME w Polsce w 19 rundowej kołówce robi „+8” i zdobywa w wyrównanej stawce brązowy medal.

Dotknięty do żywego odmową remisu, moskiewski Car nawet nie myślał o biernym przejściu do defensywy za wysokimi fortecznymi murami Kremla. Niczym dziki zwierz rzuca się w otwartym polu na Wielkiego Księcia i dosłownie w 30 posunięciach kończy wszystko! Twer znów zniszczony. 

To historia to żywa legendarna!

Niestety, ale niczego mnie jednak nie nauczyła i po 13 latach również po mnie przejechał ten sam walec drogowy.

Warna Open

W. Szczegolew – A. Getmański (wrzesień 2008) 2:0

Przed naszą partią, bez jakichkolwiek podtekstów, Wiaczesław Iwanowicz zaproponował arcymistrzowski remis i wspólną wyprawę z jego małżonką Galiną Pawłowną do muzeum. Mój dorobek punktowy w turnieju nie był zbyt imponujący i bardzo chciałem go poprawić. Odmówiłem.

50… 20-24. Po tej partii mój dorobek się nie poprawił, a lider zniknął za horyzontem! 51. 34-29. Nie popełniałem jakiś grubych strategicznych błędów, ale po cichutku doigrałem się i dostałem absolutnie beznadziejną pozycję. 51… 13-18. Związanie na długim skrzydle okazuje się być korzystne dla białych.. 52. 29х20 25х14. Aktywne położenie białych kamieni i nieszczęsny piechur na polu «07» rozstrzygają losy tego pojedynku. 53. 33-29 18-22. Nie ratuje 53… 14-19/20 54. 35-30 [x] itd.  54. 27х18 12х32. 4 godziny z życia zmarnowane bez efektu. W dodatku muzeum już zamknęli. 55. 21х01 32-37. Desperacki przeryw na damkę to już raczej agonia. 56. 01-23. Jak lubi mawiać mój trener i mentor Boris Moiseewicz Oksman z Tuły – „Gdy stary mistrz proponuje remis, należy wstać, zdjąć czapkę, podać rękę i powiedzieć «dziękuję»”! 56… 37-42 57. 23х10. „Młodzież karmi się nadziejami” – 57. 23×05? 42-47 58. 29-23* 47-33 59. 23-18* 16-21* 60. 26×17 33×06 [=] itd. 57… 42-48 58. 10-37. Po kiego czorta nie zgodziłem się na remis ze Szczegolewem przed partią?! 58… 48х31 59. 26х37 [x], i Wiaczesław Iwanowicz wygrał partię. Po kilku rundach Szczegolew przyjmował gratulacje za bezapelacyjne zwycięstwo w międzynarodowym turnieju Warna Open – 2008!

Od tłumacza:
Opowieści te dotarły do mnie już w czerwcu poprzedniego roku. Myślę, ze kiedyś tam w przyszłości mogą one stać się zalążkiem fajnej książki z zebranymi historiami różnych warcabistów, również naszych. Suche wyniki to nie wszystko. Dopiero poznając kulisy możemy w pełni delektować się wydarzeniami sportowymi. Jeszcze raz dziękuję Saszy Getmańskiemu za przesłane historie.