O Mistrzostwach Świata i nie tylko

287
MP 1980 od prawej: Ryszard Stencel (złoto), Józef Jaskólski (brąz). Andrzej Martko (srebro)

Zacznę w sposób pewnie zaskakujący. Zacznę od swoich osobistych wspomnień … szachowych.

W 1976 roku grałem w Stilonie Gorzów na desce juniora młodszego. To było tuż po podziale Polski na 49 województw i w pierwszym sezonie tworzyły się dopiero lokalne ligi. Teoretycznie najsilniejszy Stilon jeździł po różnych miejscowościach na mecze z autentycznymi amatorami. I ja jeździłem na te wszystkie mecze z reguły wygrywając swoją partię. Wygraliśmy okręgówkę. W pewną sobotę zaplanowany był baraż o II ligę Stilon – Fordon Bydgoszcz. Niespełna 17 letni Jacek ubrał się w marynarkę, założył krawat. Nie mógł zasnąć z wrażenia, że oto zagra w TAKIM meczu!

Przyszedłem do klubu w sobotę i … nie ma mnie w składzie! Jest za to dwa lata młodszy syn działacza, którego na poniedziałkowym treningu zlałem w blica 8,5:1,5! Nikt z działaczy nie chciał ze mną rozmawiać. To był też jeden z powodów dla których od szachów odszedłem. Dodam, że ów młodszy to był mój kolega i ta sprawa niczego nie zmieniła. Nie był niczemu winny. Byliśmy dobrymi kolegami. Ja w najbliższe wakacje pojechałem do dziadków na wieś, a Jurek zaliczył dwa turnieje i po wakacjach był już radykalnie silniejszy ode mnie.
Wspomnienie tego rozczarowania siedzi we mnie głęboko, mimo że to było 45 lat temu.

Turniej o Srebrny Pion, luty 1977. Gram z Robertem Wilczewskim z Kostrzyna. W tamtym czasie najlepszym juniorem w gorzowskim.

To było osobiste wspomnienie szachowe, wracam do stupolówki. Chciałbym, by historia początków naszego udziału w MŚ kobiet była kompletna i wynikała z pewnego kontekstu. Kontekstu ważnego, bo chodzi o czystą rywalizację i premiowanie najlepszych.

Zacznę zatem od roku 1980 i Panów.

Poraj koło Poczesnej, marzec 1980. IV Mistrzostwa Polski.

Turniej ma wyjątkowo liczną obsadę. Aż 118 uczestników! 102 panów i 16 pań. Ależ to było wyzwanie dla organizatorów. Wieczorem trwała jeszcze produkcja pionków. Cięte były pozyskane skądś plastikowe kable i malowane na potrzeby turnieju. Farba okazała się na tyle nie przyjazna, że na tych dodatkowo przygotowanych planszach wiele, wydawać się mogło już suchych, pionków poprzyklejało się do warcabnic i znów trzeba było pospiesznie przyklejać coś pod spód itd.

Wygrywa Ryszard Stencel z Łodzi, który w 12 rundowym turnieju zgromadził 19 punktów (+7!). Za Ryszardem było dwóch gości z ZSRR. Drugi był Iwan Szewkoplast (18) a trzeci z 17 punktami A. Michajłowski. Podium mistrzostwa Polski uzupełnili kolejni zawodnicy z 17 punktami. Srebro zdobył Andrzej Martko z Warszawy, a brąz Józef Jaskólski z Łodzi. Z aktywnych do dzisiaj zawodników w czołowej dziesiątce MP znaleźli się:  J. Bajdak 5, P. Paluch 9 miejsce.

W tym samym turnieju na 23 miejscu wśród Polaków sklasyfikowany został St. Markowski (rok wcześniej był 25). Na 28 (o jedno miejsce wyżej niż w 1979) był  Z. Porochnicki. Piszący ten artykuł został sklasyfikowany na 35 miejscu (2 miejsca niżej od M. Kobylińskiego). Dumny byłem z poprawy swojego wyniku w MP z „-2” w debiucie w 1979 roku na „+1”.

Rozjechaliśmy się do domów. O warcabach co nieco pisano w Wiadomościach Sportowych. Niestrudzona Pani Maria zawsze „przemycała” przy zadaniach z „KK’ jakieś informacje. Wiadomości ze świata docierały jedynie za pośrednictwem miesięcznika „Szaszki” i dwutygodnika „64”, w którym też coś zawsze o warcabach wrzucono. Ja miałem nieco lepiej, dzięki mojemu przyjacielowi z Holandii, który pisał mi o nowościach i podsyłał troszkę holenderskich wydawnictw.

Wszyscy marzyliśmy o tym, by kiedyś Polak zagrał w Mistrzostwach Świata! Właśnie w tym roku (1980) pojawiła się taka szansa. W perspektywie były MŚ w Bamako z udziałem 20 zawodników. Jedną ze stref kwalifikacyjnych była wschodnia Europa czyli ZSRR i Polska, Czechosłowacja, Bułgaria i NRD. Szansę stwarzał punkt regulaminu mówiący o tym, że do MŚ może awansować maksymalnie dwóch zawodników z ZSRR. Bułgarzy to byli zawodnicy na moim ówczesnym poziomie, a i Czesi wcale nas nie wyprzedzali (na MP w Poraju, Vaclav Krista był o jedno miejsce wyżej od St. Markowskiego).

Turniej kwalifikacyjny odbył się w Rydze w dniach 5-16 sierpnia 1980

Nie przyjechali Bułgarzy, nie było „demokratycznych” Niemców. Byli Czesi i Polacy.

Gdy zobaczyłem wyniki turnieju to po prostu byłem wściekły! Nie o wynik sportowy chodzi, ale Krista, który w Polsce zajmuje miejsce w środku tabeli, pojedzie na Mistrzostwa Świata do Bamako! 13 letni Irzi z Brna ogrywa naszych REPREZENTANTÓW bez większych problemów (w tym samym roku zremisował ze mną dwie partie na meczu Szczecin –  Brno).

Nie dotyczyło to wprost mnie jako zawodnika. Nie dotyczyło to nikogo z mojego miasta, rejonu czy klubu. Zwyczajnie żal mi było Rysia Stencla i innych czołowych zawodników. Bardzo dobrze pamiętałem jak czuje się ten, którego pominięto. U mnie to był jakiś lokalny epizodzik (ważny dla mnie!). Tutaj mówimy o MISTRZU POLSKI, któremu nawet nie zaproponowano reprezentowania Polski. Podobnie zresztą jak ponad 20 kolejnym, wyżej sklasyfikowanym od tych, którzy tego zaszczytu dostąpili.

Co ciekawe, podobnie jak to było z moim młodszym rywalem, Vaclav po powrocie z MŚ nie był już tym samym zawodnikiem.

Jak to mogłem zmienić? Jaki wpływ mógł mieć na zmiany 20 letni student ze Szczecina. Jak swoją osobistą wściekłością coś zmienić?

Postanowiłem działać. Sierpień roku 80,  to nie tylko turniej strefowy w Rydze i Międzynarodowy Turniej Przyjaźni w Szczecinie. To był też czas wielu innych zmian. Jakiś facet z wąsami w Gdańsku przeskoczył przez płot (inny w tym czasie głaskał kota), zaczęto podnosić głowy i głośno mówić.

Zaświtał mi w głowie plan i postanowiłem go zrealizować.

O tym w kolejnym artykule.

A poniżej moja pamiątka z Mistrzostw Świata w Bamako. Widokówka pocztowa od włoskiego sędziego – Bruno Mariniego.