Bon Appétit, Panowie Prezydenci!

Szefowie światowych i europejskich warcabów (FMJD i EDC) najwyraźniej uznali, że dieta sportowa wymaga solidnej porcji wstydu. Jeśli zastanawialiście się, z kim władze federacji miały „zaszczyt” biesiadować i szczerzyć się do wspólnych zdjęć, spieszę z wyjaśnieniem. Poznajcie Tamarę Tanssykużynę – kobietę, która pionki przesuwa nie tylko na desce, ale i w kremlowskiej machinie propagandowej.

Pani Tamara to nie tylko sportsmenka. To etatowy trybik partii Jedna Rosja i wiceprzewodnicząca parlamentu Baszkortostanu. Podczas gdy ukraińscy warcabiści szukają schronienia w piwnicach przed rakietami, ich „koleżanka” z Ufy dba o to, by rodziny najeźdźców miały odpowiednie pakiety socjalne. W wolnych chwilach, między jednym a drugim partyjnym bankietem, zagrzewa żołnierzy do boju, grzmiąc w mediach: „Nasi chłopcy idą tam, by bronić naszej przyszłości i naszych wartości. Jesteśmy z nich dumni, to nasi prawdziwi bohaterowie!”. Ot, taka kobieca wrażliwość w wydaniu baszkirskim – nazywanie morderców bohaterami przy akompaniamencie brzęku sztućców.

Menu pełne „atrakcji”

Zastanawiam się, czy przy deserze panowie Prezydenci FMJD i EDC omówili już z Tamarą warunki powrotu jej samej (lub jej politycznych latorośli) do sportowej rywalizacji? Czy między kęsem pieczeni a łykiem wina zdążyli zapytać o różnicę między treningiem w ciepłym klubie w centrum Ufy a „treningiem” przetrwania w zrujnowanym Charkowie?

Dla przypomnienia tym, którym pamięć krótką uczynił dobry obiad:

  • W Ufie pani Tanssykużyna trenuje w spokoju, przeplatając bicia na warcabnicy manifestacjami poparcia dla niszczenia Ukrainy. Jak sama twierdzi: „To, co dzieje się w sporcie, to kontynuacja wojny przeciwko Rosji… presja tylko nas jednoczy wokół naszego przywództwa”.
  • W Charkowie kluby, z których wywodzą się legendy jak Anikeev, Lewina, Virny czy Makarenkowa, zamieniły się w gruzowiska, bo partyjni koledzy biesiadniczki uznali, że osiedla i elektrownie to „cele militarne”.

Solidarność w sosie własnym

Zasiadanie do stołu z osobą, która legitymizuje mordowanie cywilów i publicznie wspiera agresję, to nie jest „dyplomacja sportowa”. To zwykły policzek wymierzony każdemu Ukraińcowi. To splunięcie w twarz Jurijowi Anikeevowi, który zamiast publikować relacje z turniejów, pokazuje zdjęcia bomb spadających na jego osiedle. To kpina z męża Oleny Korotkiej, który zamiast kibicować żonie w domu, oglądał jej starty z błota okopów, broniąc kraju przed „bohaterami”, których tak zaciekle wychwala Pani T.T.

Tanssykużyna bez żenady mówi o „obowiązku integracji nowych terytoriów” (czyli okupowanych ziem Ukrainy), podczas gdy setki tysięcy ludzi straciło tam dach nad głową.

Więc jak tam, Panowie Prezydenci? Kawa była wystarczająco gorzka, czy może w tak wykwintnym towarzystwie sumienie przestaje uwierać? Smacznego. Obyście nie dostali politycznej niestrawności – choć przy takiej dawce hipokryzji, mdłości są wręcz wskazane.

Scroll to Top