Słaba płeć

274

Nasze Panie, szlachetniejsza część społeczeństw wszelakich, dzisiaj mają swoje święto. Nie mamy wątpliwości co do ich przymiotów wszelakich, nie kwestionujemy ich możliwości w jakiejkolwiek dziedzinie. W naszej stupolowej społeczności powoli zaczynamy (mówię o tej drugiej połowie) obawiać się, że zostaniemy zdominowani.

Całkiem niedawno jeszcze półfinały MP toczyły się równolegle do MP kobiet. A teraz? Zdjęcie podium Mistrzostw Polski (kiedyś nazywanych MP mężczyzn) z 2018 roku mówi wszystko.

Tak jednak nie było zawsze. Intelektualne rozrywki były pod koniec XIX wieku czymś, czym zajmowali się panowie. W owym czasie nie grano w internecie ale … w kawiarniach i cukierniach. Starszy brat Emanuala Laskera (rodzina ich nie była zamożna) utrzymywał się w Berlinie na studiach medycznych w dużym stopniu dzięki grze w szachy w kawiarni. A panie?

W owych czasach w Warszawie wydawany był “Tygodnik Szachowy“. W jednym z numerów redakcja zamieściła list od czytelniczki:

Szanowny Redaktorze!

Kwestja kobieca, jak Panu wiadomo zapewne jest teraz ogromnie na porządku dziennym; nie od rzeczy byłoby może poruszyć ją i w Pańskiem wydawnictwie, które, jako koncentrujące wszystkie swe sprawy na kosmopolitycznej szachownicy, a zatem pozbawione wszelkich rasowych, kastowych i tendencyjnych uprzedzeń, winno zapatrywać się na nią bezstronnie i liberalnie.

Kobiet grających w szachy jest u nas, prawdopodobnie, znacznie mniej niż mężczyzn, ale te, które umieją i grałyby z zamiłowaniem, zupełnie są pozbawione neutralnego terytorjum, gdzie mogłyby odpowiedniego partnera spotkać. Mnie samą nieraz zazdrość ogromna ogarnia, jak przechodząc przez Aleje Jerozolimskie, widzę panów czasem już od 11-ej rano za stolikiem szachowym.

Gdyby jakaś przyzwoita cukiernia otworzyła swe podwoje dla szachistek, zorganizowawszy pewną kontrolę któraby zapewniła uczęszczających, że pod pozorem gry w szachy nie będą tam lekkiego flirtu uprawiać, wszystkie kobiety niechybnie chętnie poparłyby taką instytucję.

Pana, Szanowny Redaktorze, uważam za jedyną osobę, która tą kwestją zająć się i w czyn ją wprowadzić może.

Jeśliby panowie mężczyźni byli o tyle niegrzeczni, że nie chcieliby nas do swych uprzywilejowanych miejsc wpuścić, dowodziłoby to tylko, że i na tem polu obawiają się bardzo zwycięztwa kobiet.

Warszawa 9/XI 98 r.
Beventa

W cukierniach to już się teraz nie grywa, ale przesympatyczna czytelniczka z pewnością zasługuje na ogromy bukiet kwiatów, bo zaiste nie tylko wielką miłością do szachów pałać musiała, ale i charakter miała już bezsprzecznie XX wieczny, pisząc pismo takowe.

A co na to redakcja?

Zapraszam jutro! W tak szczególnym dniu nie odważę się opublikować odpowiedzi.