Urok turniejów drużynowych

Zawsze kochałem wręcz turnieje drużynowe. To poczucie wspólnoty, obserwowanie co się dzieje obok i podejmowanie decyzji, czasem szalonych ale dla dobra drużyny.

Szperając po archiwach wpadł mi w ręce wycinek prasowy sprzed 41 lat. W moim rodzinnym Gorzowie organizowaliśmy przez kilka lat „Gorzowską Ligę Warcabową”. Drużyny 4 osobowe, w tym sporo też szachistów, na czele w legendarnym Tadeuszem Łubieńskim. Tabela która zachowała się w moich archiwach pokazuje, że milicjanci (policjanci) tworzyli najsilniejszą ekipę. Tak zresztą było. Grało i bardzo wielu, szkoda że specyfika pracy uniemożliwiała im udział w turniejach.

Równie mocnym co Gwardia klubem był TKF Irena. Tak się nazywało ognisko TKKF przy PKS Gorzów. Niemal wszyscy kierowcy grali! Sporo naprawdę dobrze. Warcabnicy znajdowały się we wszystkich pomieszczeniach kierowców po całym województwie! Postój w Słubicach … partyjkę proszę, postój w Kostrzynie … zagrajmy. Organizowali też sami sporo turniejów. Złote czasy gorzowskich warcabów!

W ubiegłym roku powinny odbyć sie Drużynowe Mistrzostwa Europy. Podobnie jak DMŚ to turniej rozgrywany co dwa lata. Nie odbyły się! Kalabryjczyk Bordini (szef EDC) i jego liczny zarząd nie znaleźli czasu na taki turniej. A przecież on jest niezwykle prosty w organizacji i tani. Ja chętnie bym go zrobił w Szczecinie. Rosną zarządy, odbywają się zebrania w różnych miejscach a turnieje znikają … taki sam los spotkał Puchar Konfederacji…

Gazeta Lubuska z 1985 roku

Scroll to Top